Publikacje


Artykuły, recenzje, wypowiedzi dotyczące tematyki heraldycznej.

Publikacje Krzysztof Fornalski

Publikacje Miroslaw Rakowski

Publikacje Norbert Waclawczyk

Publikacje Paweł Szymon Towpik

Publikacje Tomasz Steifer

Publikacje Tomasz Maria Steifer

Publikacje Andrzej Winiarski

Autorami poniżej przedstawionych artykułów i publikacji są niezależni heraldycy i genealodzy działający częściowo w ramach wspólnoty heraldycznej Nova Heraldia.

Opublikowane teksty stanowią własność intelektualną Autorów w rozumieniu prawa autorskiego i podlegają ochronie pod względem praw autorskich osobistych i majątkowych
(Dz.U. 1994 nr 24 poz. 83 „Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych”)
Kopiowanie całości lub fragmentów tych tekstów jest dozwolone jedynie po uzyskaniu zgody Autorów, za pośrednictwem Wspólnoty „Nova Heraldia”

Publikacje  Krzysztof Fornalski

Krzysztof Wojciech Fornalski – Warszawa

SZLACHTA ZAGRODOWA

Szlachta zagrodowa, zwana też szlachtą zaściankową, to najliczniejsza grupa szlachecka w całej Rzeczypospolitej, zwłaszcza w ostatnich okresach jej istnienia. Powstała na skutek pauperyzacji średniej szlachty, zazwyczaj poprzez coraz drobniejszy podział majątku między spadkobierców. Biedna szlachta posiadała wówczas tylko niewielki fragment ziemi lub tzw. zaścianek (stąd jej określenie). Od średniej szlachty różniło ją to, iż nie posiadała poddanych chłopów ani całej wsi na własność. Mimo to zaściankowcy mieli pełnię praw, tj. prawo głosu na sejmach i sejmikach, wyłączne prawo posiadania ziemi, prawo piastowania wyższych urzędów, godności czy tytułów, a wreszcie prawo wyboru króla. Oznaczało to, iż bogata magnateria kupowała głosy biednej szlachty, aby przeforsować korzystne dla siebie ustawy.

Z biegiem czasu biedna szlachta do tego stopnia spauperyzowała się, iż praktycznie niczym nie różniła się od chłopstwa. Nie było stać rodzin na edukację swych dzieci, przez co informacje o korzeniach zacierały się. Dodatkowo zanikała wiedza na temat posiadanego herbu, a dokumentów nie przechowywano w należyty sposób.

W wyniku zaborów sytuacja szlachty zagrodowej jeszcze bardziej się pogorszyła. Zaborcy celowo chcieli uszczuplić polski stan szlachecki poprzez wprowadzenie kosztownej legitymacji. Nieposiadająca dokumentów ani pieniędzy uboga warstwa stawała się automatycznie chłopstwem, albo w wyniku migracji do miast – mieszczanami. Powodowało to, że w kolejnych pokoleniach zanikała nawet świadomość szlacheckich korzeni.

W wyniku obowiązku legitymacji szlachectwa stan ten pod koniec XIX wieku zmalał aż o 90%. Co więcej, po roku 1864, a więc po uwłaszczeniu chłopów w zaborze rosyjskim, sytuacja biednej szlachty bywała nawet gorsza od chłopstwa ze względu na posiadanie ziemi. Ponadto chłopi zamieszkujący majątki magnatów przymuszani byli do nauki w lokalnych szkołach, przez co niekiedy zdobywali lepsze wykształcenie niż szlachta zaściankowa.

Osobną grupę stanowiła tak zwana gołota, czyli szlachta szaraczkowa (zwana też chodaczkową). Byli to ludzie na tyle biedni, iż nie posiadali nawet skrawka ziemi. Aby zapewnić sobie środki do życia, niejednokrotnie służyła w wojsku lub jako wyższa służba na dworach magnatów. Bardzo często arystokracja kupowała ich głosy na sejmach, sejmikach i elekcjach. Dlatego też największym skupiskiem gołoty było Mazowsze, skąd łatwo można było się dostać do Warszawy. Liczna, niewykształcona i awanturnicza szlachta bez ziemi była dużym problemem, toteż Sejm Czteroletni pozbawił ją wielu praw, m.in. prawa głosu czy piastowania wyższych urzędów. Wraz z zaborami gołota stała się chłopstwem, mieszczaństwem, lub w najlepszym przypadku urzędnikami lub wojskowymi.

W dzisiejszej Polsce zdecydowana większość osób pochodzenia szlacheckiego wywodzi się ze szlachty zagrodowej lub szaraczkowej, niejednokrotnie nie zdając sobie z tego sprawy. Osoby chcące dotrzeć do swych korzeni napotkają siłą rzeczy na wiele trudności. Po pierwsze niejednokrotnie zdarza się, iż w XIX-wiecznych metrykach szlachta zagrodowa występuje jako chłopi lub mieszczanie. Utrudnia to w sposób jednoznaczny zdefiniowanie do jakiego stanu dana osoba należała. Po drugie szlachta bez ziemi bardzo często migrowała, co uniemożliwia poszukiwania genealogiczne w jednym terenie. Po trzecie w wyniku zaborów oraz nieznajomości pisma nazwiska szlacheckie bardzo często zmieniały się, celowo lub przypadkowo. Znane są sytuacje, iż po przeniesieniu do miast przyjmowano typowo mieszczańskie końcówki nazwiska -ak lub -yk. Jednakże nigdy poszukiwania nie są z góry skazane na niepowodzenie. Poniżej przedstawiono kilka praktycznych porad w oparciu o kilkuletnie doświadczenie genealoga-amatora.

Jak w każdych badaniach genealogicznych należy zacząć od spisania dokładnie wspomnień rodzinnych, czy zawierają informację o szlacheckim pochodzeniu oraz miejscu wywodzenia się rodu. Niezbędne jest odwiedzenie lokalnych parafii czy urzędów stanu cywilnego. W tym miejscu przydatne są wszystkie popularne poradniki genealogiczne.

Metryki kościelne są bardzo ważnym źródłem wiedzy na temat pochodzenia wspomnianych tam osób. Bardzo często bywa tak, iż członkowie jednego rodu pod koniec XIX wieku traktowani są jak chłopi lub mieszczanie, a w metrykach o 50-70 lat starszych jeszcze jako szlachta. Dowodzi to szlacheckiego pochodzenia, które przez kaprysy historii zostało zapomniane lub zatarte. Jeśli mamy do czynienia z metrykami polskimi (zazwyczaj okres 1810-1868), wówczas w metrykach szlacheckich można spotkać określenia takie jak „Urodzony”, „Jaśnie Pan” (lub skrótem „J.P.”, „J.Pan”), rzadziej „Dziedzic” lub „Szlachcic”. W przypadku metryk łacińskich najczęstszym określeniem jest „Nobilis”, co w zasadzie jednoznacznie określa pochodzenie. Przypadki błędnego zapisu są bardzo rzadkie. Zdecydowanie częściej pomijano określenie „Nobilis” niż go nadużywano.

Metryki kościelne są zawodne, gdy rodzina była bardzo biedna oraz często przenosiła się z miejsca na miejsce. Wówczas dobrym źródłem są np. spisy ludności, akta sądowe, notarialne, albo też spisy dzieci uczęszczających do lokalnych szkół. W tych ostatnich dokumentach zazwyczaj widnieje specjalna rubryka, w którą wpisywano jakiego pochodzenia jest dziecko (częstokroć jedynie na podstawie ustnego wywiadu). Akta sądowe są oczywiście najmocniejszym dowodem, jednak nie wszystkie rodziny często się procesowały.

Często uboga szlachta służyła wojskowo. Widoczne jest to także w XIX wieku, zwłaszcza w czasach wojen napoleońskich czy powstań narodowych. W tym przypadku dokumenty wojskowe są ogólnodostępne w archiwach, a także w publikacjach naukowych. Dobrym źródłem są dokumenty przechowywane w Archiwum Głównym Akt Dawnych w Warszawie czy lokalnych archiwach państwowych. Znaleźć tam można informację kiedy i gdzie dany żołnierz służył, co osiągnął i pod kogo podlegał. Największą kopalnią wiedzy są teczki osobowe, w których jednoznacznie jest zapisane pochodzenie oraz cała historia służby wojskowej. Wiele informacji można znaleźć też w źródłach i opracowaniach naukowych dot. powstania listopadowego (np. „Słownik biograficzny oficerów powstania listopadowego” R. Bieleckiego) czy styczniowego. Ogólnie rzecz biorąc dokumenty wojskowe są bardzo dobrym źródłem genealogicznym.

W XIX wieku istniało wiele instytucji i urzędów, zarówno wojskowych, kościelnych jak i świeckich, które zarezerwowane były wyłącznie dla szlachty. Jeśli nie mamy pewności co do pochodzenia a udało się odnaleźć informację, iż nasz przodek np. należał do Korpusu Kadetów, wówczas musiał być stanu szlacheckiego. Poszukiwanie tego typu informacji jest dość trudne i niesie ze sobą zdobycie odpowiedniej wiedzy zwłaszcza, że wiele instytucji z biegiem czasu otwierało się na inne stany, ale było to ściśle związane z decyzją władz.

Jeśli nasze drzewo genealogiczne sięga czasów I Rzeczypospolitej, wówczas dowodem szlachectwa jest fakt posiadania ziemi. W tym celu przydatne są akta grodzkie i ziemskie, także dokumenty sądowe. Niejednokrotnie posiłkować się możemy publikacjami z danego regionu czy nawet herbarzami w przypadku bardziej znanych rodzin.

W ostateczności należy zdawać sobie sprawę, iż mogło dość do zmiany nazwiska. W czasie badań genealogicznych niejednokrotnie natknąć się można na określenia „Nobilis” przy godnościach nie występujących w jakimkolwiek herbarzu czy spisie. Oznacza to, iż brak szukanego nazwiska w tego typu publikacjach nie decyduje o braku korzeni szlacheckich (i na odwrót!). W takich przypadkach należy gruntownie zbadać sprawę, czy nazwisko jest oryginalne, czy może zostało przyjęte od miejsca pochodzenia czy przebywania rodziny. Mogło też zostać pomylone przez urzędnika lub księdza zapisującego akt w metrykach.

Wszystkie opisane wyżej sposoby wywodzenia swojego pochodzenia zazwyczaj nic nie mówią na temat posiadanego herbu. Jeśli nazwisko jest mało popularne oraz występuje w rejonie, gdzie źródła z czasów I Rzeczypospolitej o nim wspominają, wówczas odszukanie herbu jest dość proste. Trudności pojawiają się w przypadku nazwisk zmienionych, częstych migracji lub nazwisk bardzo popularnych (np. Kowalski). Wówczas jedynym źródłem pozostają akta sądowe lub wojskowe, ewentualnie wspomnienia rodzinne (jeśli takie są). Przydatne mogą być też zdobienia oraz inskrypcje nagrobne lub tablice pamiątkowe w kościołach. Jednak dość często określenie jakiego herbu była dana drobnoszlachecka rodzina jest już dzisiaj niemożliwe.

Jeśli mimo wielu prób i poszukiwań komuś nie udało się odnaleźć określenia „Nobilis” czy „Urodzony” przy swoim nazwisku, albo herb nie jest znany, wówczas pamiętajmy, iż genealogia to wspaniałe i pożyteczne hobby, a to jacy jesteśmy zależy przede wszystkim od nas, a nie zapisu w księdze kościelnej sprzed 200 lat.

Do góry

Publikacje Miroslaw Rakowski

ADAM BONIECKI – kontynuacja herbarza

Mirosław Rakowski, Poznań – autor kontynuacji dzieła Adama Bonieckiego Herbarz Polski, fragment opracowania.

Heraldyka i genealogia były w moim życiu od zawsze. Od szczenięcych lat fascynował mnie świat tajemniczych herbów, ich powstanie i tworzenie, legendy i mity związane z nimi, jak i historie rodów, które przez setki lat tworzyły historię tej ziemi. Po rozwinięciu pierwszych skrzydeł następuje kryzys zawiązany z nieudanym małżeństwem. Po rozstaniu z żoną kryzys ustępuje i dzięki córce Iwonie wróciłem do kontynuowania dalszej pracy. W pierwszej wersji miałem zamiar wydać własny, autorski herbarz, w układzie odmiennym od dotychczas spotykanych. Miał on być przedstawiony herbami, a dopiero pod każdym z nich umieszczone być miały rodziny do nich należące. Los zrządził jednak inaczej i na drodze mej stanął Pan Norbert Wacławczyk, z którym już współpracowałem i zaproponował kontynuacją dzieła Adama Bonieckigo. Muszę przyznać, iż w pierwszej chwili nie byłem tym zachwycony, inny wydźwięk ma własna samodzielna praca, a czym innym jest w mym odczuciu kontynuacja dzieła poprzednika. Kiedy minęły emocje związane z tym tematem, nasunęły mi się refleksje, że jest to jednak pewnego rodzaju nobilitacja dotychczasowej działalności. Trudniej, choć bardziej zaszczytnie jest bowiem kończyć dzieło wielkie, niS zaczynać coś co wcale nie musi się nim okazać. Jest to również hołd złożony człowiekowi, któremu nie starczyło życia na ukończenie pracy i jest jego wskrzeszeniem, zmartwychwstaniem. Zmieniając własny punkt widzenia, wszystkie siły i umiejętności rzuciłem do tej pracy i wierzę, że starczy mi czasu na jej ukończenie. Byłbym tutaj niewdzięcznikiem gdybym nie wspomniał o tych, dzięki którym praca niniejsza mogła powstać. O córce Iwonie i Panu Norbercie Wacławczyku już wspomniałem, ponieważ są to główni bohaterowie, dalej wspomnieć wypada pracownika Biblioteki Raczyńskich w Poznaniu, Marcina Radomskiego, któremu tą drogą dziękuję za wspaniałą współpracę, słowa uznania należą się też Eli Derdzie, dzięki której wróciłem do równowagi ducha i u której napisałem część pracy oraz Ninie Kretkowskiej dzięki wsparciu której pracę moją chciałbym zakończyć. Osobne podziękowania kieruję pod adresem mojego wnuka Roberta, syna mojej drugiej córki, Izabeli, wspierającego mnie od strony techniczno – wykończeniowej zagubionego niestety pomiędzy wizją świata małomiasteczkowo – drobnomieszczańskiego z domieszką pruderii a wersją mniej powściągliwą. Gdyby niewspomniane wyżej postacie, z których każda wniosła cegiełkę, a być moze jeszcze coś więcej powstanie pracy byłoby nie możliwe. Makomaski – herbu Jastrzębiec Józef – miał dwie żony, Teklę Niwicką i Annę Strzyżowską, z pierwszej synowie: Ignacy – oficer wojsk Austriackich, Maciej Michał ur. 1788r (metryka w Łososinie), Stanisław W tym miejscu kończy się dzieło Adama Bonieckiego, dalsza część opracowana przez autora. Stefan – pisane Makomaski, wymieniony 1639 r., Marianna – za Piotrem Borkowskim herbu Junosza, synem Pawła i Zofii Kuczborska herbu Ogończyk 1660 r. Mateusz – 1698r podsędek płocki, pozostawił syna Wojciecha Bartłomieja, Wojciech – 1698r właściciel Czochówka woj. płockie, miał syna Jakuba – po którym syn Mikołaj – pozostawił syna Jakuba – ożenionego z Marianną Hądzeńską, z której synowie: Ignacy i Stanisław, z nich Ignacy – wylegitymowany 1841r w Królestwie, brat Stanisław – urzędnik w Królestwie, od 1837r występował pod herbem Zasługa, podobnie jak jego syn Leopold, N. – 1750 r. za Michałem Kickim herbu Gozdawa synem Aleksandra i Konstancji Przedwojewskiej, Wincenty – z Makomas, syn Bartłomieja skarbnika płockiego, 1787 r. nabył Ulinkę Małą pow. ksiąskim od Kozickich, zm. 1793 r., Sona Salomea Byszewska herbu Jastrzębiec, córka Michała i Ewy Świerkowskiej, dała mu synów: Wincentego Jana ur. 1793r, Teofila Tomasza ur. 1784r i Józefa Teodora ur. 1776, ochrzczonych w Lelowie, wylegitymowanych 1803r w Galicji Zachodniej, z których Józef Teodor – miał synów: Hipolita – właściciela Częstoniewa i Kiełbowa 1841r ożenionego z Marią Jackowską herbu Gozdawa, córką Marcelego i Marii Makomaskiej i Leopolda – zm. bezdzietnie, wylegitymowani 1843r w Królestwie Wincenty Stanisław – syn Józefa, skarbnika płockiego i Barbary Hadziewicz herbu Wieniawa córki Piotra Pawła i Marianny Opackiej, miał syna Józefa ur. 1797 r., Jan – właściciel Cieciszewa pow. płocki, pozostawił synów: Stanisława i Józefa wylegitymowanych 1838/39 r. w Królestwie Wincenty – syn Pawła i Anny Chrościkowskiej, 1827/28 r. funduje wzniesienie Kościoła Podwyższenia Krzyża w Żulicach, Maria – (1837r – 1911r) za Mikołajem Orsinim – Rosenberg, wdowa po Przeździeckim, synem Alojzego i Bazyliany Rożałowskiej, Ludwik – kompozytor, syn Wincentego płk napoleońskiego, pozostawił syna Wacława – żonatego z Michaliną Morzycką, która dała mu czworo dzieci, z nich znany syn Konstanty Ludwik – (1894r – 1969r) ur. w Warszawie najstarszy z dzieci, kończy prawo na Uniwersytecie Poznańskim, sędzia w Inowrocławiu, a w 1929r w Mińsku Mazowieckim, od 1934 r. sędzia okręgowy w Warszawie, 1939 r. warszawskiego sądu apelacyjnego, walczył w stopniu ppor. w Armii Polskiej we Francji później w Szkocji, 1941r mianowany przewodniczącym Odwoławczego sądu morskiego, 1942 r. komisarz pracy dla przedsiębiorstw Żeglugi morskiej i rybołówstwa morskiego, pracował w komisji prac ustawodawczych przy ministerstwie sprawiedliwości, skarbnik Stowarzyszenia Prawników Polskich w Zjednoczonym Królestwie, po powrocie do kraju od 1946 r. sędzia Sądu Apelacyjnego w Warszawie, 1947 r. mianowany członkiem polskiej grupy narodowej przy Stałym Trybunale Arbitrażowym w Hadze, 1949 r. w Łódzkim sądzie Apelacyjnym, 1951r – 1962 r. sędzia Sądu Wojewódzkiego dla woj. łódzkiego, zmarł w Łodzi, pochowany tamże na Starym Cmentarzu Katolickim przy ul. Ogrodowej, był odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, dwukrotnie żonaty: 1) od 1922 r. w Warszawie z Zofią Dworzaczek, z niej dzieci: Dorotę Lewandowską i Wacław – kapitan Żeglugi Wielkiej oraz od 1948r w Łodzi z Janiną Jaskulską, Bolesław – miał córkę Wandę Jabłońską, Adam – (1873r – 1953r), żonaty z Marią Gutkowską, Konstancja – około 1900 za Janem Gumińskim. Makomaski – herbu Zasługa Stanisław – syn Jakuba, 1837r otrzymał prawa nowego szlachectwa i herb z odmianą nazwany Zasługą, wylegitymowany w Cesarstwie z synem Leopoldem. Makomaski – Wincenty – major wojsk polskich, właściciel Trembaczewa, rawski sędzia pokoju, wylegitymowany 1840r w Królestwie. Makorzyński – Florian – Podpisał elekcję 1697r Augusta II z woj. inowrocławskim. Makosiej – herbu Prawdzic Wywodzili się z Rusi Czerwonej woj. bełskiego, ród wygsł w XVIIw, ich nazwisko używane było również jako przydomek wielu innych rodzin. Bartłomiej i Maciej – Makosiej, 1564 r. poborcy wybrani z sejmu, z nich Maciej – 1570 r. podstarosta, Maciej – pisał się z Wiśniewa, właściciel Młodatycz – 1589 r. wojski bełski, pozostawił synów: Tomasza i Stanisława – wspomnianych 1589 r. Makowelski (Makowielski) – herbu Epinger Wpisani 1830r do ksiąg szlachty guberni grodzieńskiej. Makowiecki – herbu Dołęga Pochodzą z wielkopolski, Walenty – 1581r komornik Stefana Batorego, miał braci i nieznane potomstwo, Andrzej i Adam – z woj. kaliskim, Konstanty i Paweł – z woj. poznańskim – podpisali elekcję Agusta II 1697r, Florian i Michał z woj. sieradzkim, Rafał z woj. poznańskim i Krzysztof z woj. kaliskim – podpisali elekcję Stanisława Leszczyńskiego 1733r, Paweł – skarbnik bracławski, 1770r właściciel Pustelnika, żona Antonina Wilkiewicz, z niej syn Józef – którego syn Józef Michał – wylegitymowany 1844 w królestwie, jego syn Franciszek – ożeniony z Krystyną Wejs, która dała mu syna Franciszka – wymienionego 1861r Henryk Benedykt – inżynier, pracownik służb miejskich, ożeniony z Bronisławą Rozenfeld z Włocławka, pochodzącą z rodziny kupieckiej, mieli syna Jerzego – (1896r – 1944r), 1933r inżynier architekt, w latach I Wojny Światowej działa w Bratniej Pomocy Związku Słuchaczy Architektury „życie”, od 1916 r. członek Polskiej Organizacji Wojskowej, *pchorąży*, 1918 r. jako ochotnik bieże udział w walkach o Lwów, 1919 r. ppor, kierownik ekspozytury Oddziału II Dowództwa Okręgu Generalnego Łódzkiego w Tomaszowie Mazowieckim, 1920 r. por. w adiutanturze gen Józefa Piłsudzkiego, 1923r przydzielony do Gabinetu Ministra Spraw Wojskowych, 1924 r. zwolniony z słuzby wojskowej, zamieszkuje w Włocławku pracując w Warszawie jako architekt, buduje umocnienia na Helu i koszary w Redzie koło Gdyni, 1937r jeden z inicjatorów powołania politycznej organizacji demokratycznej, od 1938r tworzy Stronnictwo Demokratyczne, 1939r jego prezes zasiada w Radzie Naczelnej SD, w czasie II Wojny Światowej zmobilizowany działa w sztabie obrony Warszawy, wchodzi w skład oddziału politycznego Komendy Głównej Służby Zwycięstwa Polski później w Biurze Informacji i Propagandy ZWZ, od 1940r kierownik Wydziału Informacji BIP KG ZWZ, potem AK, 1941r współ organizator „walki cywilnej”, 1942r w Społecznej Organizacji Samoobrony, w Komitecie potem w Radzie Pomocy żydom, 1941r major rezerwy piechoty, 1943r prezes SD, stał na czele odłamu SD „Prostokąt”, od 1943r atakowany przez skrajną prawicę, w maju 1944r wraz z żoną Zofią Neumann pochodzącą z Włocławka, zostają uprowadzeni przez bojówki prawicowe Sudeczki i zamordowani we wsi Górki pod Warszawą, wykonawcy tego czynu zostali z wyroku AK rozstrzelani, oboje spoczywają na Powązkach. Makowiecki – herbu Lubicz. Pochodzili z Mazowsza skąd przenieśli się do woj. sandomierskiego. Z uwagi na podobieństwo herbów często myleni z Dołęgami.

Do góry

Publikacje  Norbert Wacławczyk

Korzystanie ze zbiorów heraldycznych

Herby zarówno szlacheckie, jak i mieszczańskie, rozpowszechnione były szerzej niż mogłoby się dzisiaj wydawać. Przeprowadzając jednak badania heraldyczne, natrafiamy na trudności w umiejscowieniu starych herbów, które w przeszłości znane były jedynie regionalnie i nie znalazły się w żadnym ze zbiorów ponadregionalnych. Sytuacja ta zmieniła się dzięki działalności heraldycznej najstarszego i największego zbioru znaków herbowych, jakim jest tak zwany Siebmacherm. W badaniach poszukiwawczych także heraldyka obca może być ciekawym źródłem informacji pomocnym dla heraldyków polskich. Dokonując selekcji w określaniu pierwszeństwa przedstawiania części herbu, należy być zorientowanym w ważności i rodzaju poszczególnych rodzajów elementów herbu i ich nazewnictwie. I tak, dzieląc te elementy na klasy, rozróżniamy następujące podziały. Figury geometryczne, postacie ludzkie, postacie fantastyczne i mitologiczne, zwierzęta, rośliny oraz krzyże. Z chwilą gdy mamy do czynienia z więcej  niż  jedną farbą zastosowaną na elemencie tarczy (patrz klasy), każda część musi zostać wymieniona z osobna. W zaawansowanym języku heraldyki zachodniej także poszczególne klasy, elementy i ich części posiadają własne nazewnictwo. Jak wiadomo, dla każdej figury istnieje ogólnie przyjęta forma jej wyglądu. Chociaż heraldyk czy malarz, który wykonuje herb z opisu słownego (blazonowanie), tworzy swój własny twór artystyczny. Jednakże lew jest zawsze lwem i dobrze oddany rysunek tego zwierzęcia, niezależnie od twórcy, będzie odzwierciedlał charakter tego zwierzęcia. Także małe różnice dotyczące koloru części ciała, ozdób, przedmiotów trzymanych w łapach lub też ich pozycji muszą zostać wymienione. Pozycja tych figur, ich kierunek, różnice w barwie, nazywamy atrybutami. W opisie grup figur tego samego rodzaju, obok ich przynależności do konkretnego gatunku pewną rolę odgrywają dodatkowe opisy tych elementów. A więc ich ilość, miejsce ich usadowienia, ułożenie np. w pas, w słup lub skos, pozycja pojedynczych figur, ich położenie, np. zwrócone do siebie, zwrócone od siebie, ułożone na przemian itd. Im więcej figur w grupie, tym  więcej możliwości kombinacji ich umiejscowienia w polu tarczy. W każdym razie należy opisać każdą figurę reprezentującą daną grupę, poprzez jej nazwanie, określenie koloru, określenie jej wariantu oraz jej atrybutów. Jeżeli w kombinacji grupy figur mamy do czynienia z różnymi figurami, które posiadają jednak taką samą tynkturę, ich barwę wymieniamy na końcu. Zasadą jest, że opis taki powinien być krótki i zwięzły. W przypadku kiedy części lub ćwiartki herbu są opisywane pojedynczo, należy zachować regułę kolejności numerowej ich występowania w tarczy (patrz: podział tarczy herbowej). W prostym podziale tarczy herbowej (w pas, słup, w skos) na pierwszym miejscu sytuuje się kolor tynktury, następnie rodzaj podziału, np. tarcza niebiesko-srebrna w słup. Przy podziale, gdzie powstają ćwiartki lub więcej pól, należy bezwzględnie wymienić rodzaj podziału i pozycję powstałych figur lub ćwiartek np. w tarczy herbowej dzielonej w krzyż (także skosem w krzyż) w ćwiartkach 1 i 4, w srebrnym polu czarny orzeł, w ćwiartkach 2 i 3 w czerwonym polu, złoty kroczący lew trzymający w prawej łapie topór złoty. Jeszcze prościej blazonujemy tak: w krzyż, 1 i 4 w złotym, czarny orzeł, 2 i 3, w czerwonym, złoty lew kroczący, w prawej łapie złoty topór. Pozycji lub kierunku nie mamy potrzeby meldowania, gdyż ich pozycja jest heraldyczna, ustalona (lew i orzeł jest zwrócony zawsze w prawą stronę heraldyczną, zwrócenie w drugą stronę jest nadwerężeniem herbu i wtedy musimy pozycję tę meldować). Powyższy szablon pomoże nam zrozumieć zastosowanie podziału tarczy w opisie herbu złożonego. W podziale tarczy na przykładowo dziewięć pól, opis rozpoczynamy od górnego prawego pola w lewo, następnie drugi i trzeci rząd opisujemy na tej samej zasadzie. Wprawdzie heraldyka polska nie ustaliła dokładnie tych określeń, można jednak przyjąć ich odpowiedniki przykładowo z określeń heraldyki zachodniej. Uwaga: reguła heraldyczna, prawa i lewa strona heraldyczna. Interesującą lekturą dla heraldyka będą zbiory różnych ról herbowych. Do najznakomitszych zbiorów zaliczyć należy  Księgi herbowe niemieckiego heraldyka Siebmachera, zwane krótko Der Siebmacher. Zachowało się wiele wydań tej pozycji, najstarsze jest wydanie z okresu lat 1599 do 1602. Wydanie to było ciągle rozszerzane,  ukazywało się też pod różnymi tytułami, by znów ukazać się pod nazwą Siebmachera. Wspomniane najstarsze wydanie w swoim zasobie posiada zbiór około 3000 herbów, które usystematyzowane są według pozycji w hierarchii szlacheckiej, jak też według przynależności regionalnej posiadacza herbu. Rozszerzone wydanie składało się początkowo z dwóch tomów, by rozszerzyć się do sześciu ksiąg, jak też 12 suplementów. Wydanie to znane jest pod nazwą np. Weigel´sches, Fürst´sches oder Helmer´sches Wappenbuch. Jednakże niedostatkiem tego opracowania jest fakt,  że nie zawiera ono żadnych informacji genealogicznych w stosunku do prezentowanych tam 18000 herbów. W roku 1854 wydanie tak zwanego Siebmachera zostało ponownie opracowane, na nowo zestawione, rozszerzone i opisane. W wydaniu tym zastosowano opis informacyjny dla każdego prezentowanego tam herbu. Usunięto natomiast ze zbioru herby, których nie można było przyporządkować  do określonej rodziny. Wydanie to rozrosło się do 101 działów, a poprzez dalsze opracowania i uzupełnienia powstało dzieło zawarte w 60 tomach. Jednakże niektóre z tych tomów nie są herbarzami, lecz jedynie naukowymi opracowaniami zawartych w zbiorze materiałów. Dla herbów szlachty dokonano podziału na regiony będące pod wpływem cesarstwa niemieckiego, przy czym rozdział herbów szlacheckich od mieszczańskich nie jest całkowicie zachowany, gdyż wiele herbów mieszczańskich odnajdujemy w tomach poświęconych szlachcie. Do jednych z ciekawszych herbarzy zaliczyć można tak zwany Armorial Générale, zwany skrótowo Rietstap, zawierający w swej treści ponad 120.000 opisów europejskich herbów, czyli z zastosowaniem blazonu, jednak brak jest całkowicie ich graficznego wizerunku. Niestety, w wielu pozycjach brakuje opisów klejnotów, jak też informacji co do pochodzenia ich właścicieli. W samej rzeczy większość wymienionych tam herbów jest pochodzenia francuskiego i niemieckiego. Dalej jakby uzupełnieniem Armorial Générale jest Illustrations to the Amorial Général, znany także jako Rolland. Pozycja ta w 6 tomach zawiera wszystkie herby w postaci graficznej, prezentowane w wyżej wymienionej pozycji. Do tego dochodzą generalne Indeksy między innymi. a. Alphabetisches Namensregister bürgerlicher deutscher Wappenvorkommen, czyli ,,Alfabetyczny rejestr nazwisk niemieckich herbów mieszczańskich, znany także pod nazwą Kenfenheuer. Książka ta posiada w swojej treści około 40.000 różnych nazwisk, jak też około 200.000 informacji co do herbów z podaniem źródeł, nazw zbiorów i herbarzy. W sumie ponad 168 różnych źródeł lub herbarzy. b. Nachweise bürgerlicher Wappen in Deutschland, czyli ,,Dowody herbów mieszczańskich w Niemczech, jest to rozszerzone wydanie Kenfenheuersa z nowymi herbami z podaniem źródeł. Razem około 30.000 herbów z 23 różnych źródeł ról herbowych i zbiorów. . Wappensammlungen in öffentlichem und privaten Besitz, czyli Zbiory herbów z zasobów publicznych i prywatnych około. 40.000 nazwisk i herbów z całej niemal Europy. Do ciekawszych, zaliczamy również źródła z innych krajów, jak na przykład z Anglii. The General Amory, zwany pod nazwą Burkes. Około 60 000 herbów ułożonych w porządku alfabetycznym.  Heraldyka francuska reprezentowana jest przez Armorial General de France Armorial de Bibliophile około 2000 herbów, blazon i opisy genealogiczne.  Heraldyka hiszpańska reprezentowana jest  przez pozycje Diccionario Hispano De Apellidos Y Blasones, 4 Tomy, 517 nazwisk i herbów wraz z blazonem i opisem genealogicznym. Gran Diccionario Grafico de Blasones, 37.000 herbów.   Heraldyka włoska reprezentowana przez pozycje Dizionario Sorico-Blasonico Italiane, 16.000 nazwisk i herbów wraz z blazonem i genealogią.

Do góry

Gmerk czy herb mieszczański

Kontrowersje w ustaleniu odpowiedniego określenia dla herbów mieszczańskich wynikają w zasadzie z historycznych stosunków  klasowych, jak też z braku wyczerpujących badań w tym zakresie. Wprawdzie istnieją opracowania odnoszące się do herbów mieszczańskich (spis tych pozycji w aneksie), jednakże heraldyka polska, jak do tej pory, nie potrafiła w sposób jasny i jednoznaczny opowiedzieć się za uznaniem określenia ,,herb mieszczański”, stosując dalej określenia: gmerk lub herbik. Umniejsza to nie tylko znaczeniu herbów mieszczańskich ale wręcz stawia polskie badania heraldyczne w niewłaściwym świetle. Do tej pory oznaczenie gmerk, prawdopodobnie słowotwórczo podbudowane prawdą historyczną, wyprowadza się od słowa ,,gmeranie”. Takie tłumaczenie można uznać za prawdziwe, tym samym, iż w wiekach przeszłych słowem tym określano niezrozumiałą dla Polaków mowę niemiecką. A dodając do tego wielką niechęć ze strony szlachty do mieszczaństwa reprezentowanego w głównej mierze przez żywioł niemiecki, można sobie wyobrazić przyczyny takiego stanu rzeczy. Stosując słowo gmerk jako określenie mające podobnie jak znaki bartne bartników i rybackie merki znaczenie rozpoznawczo-własnościowe, uzyskamy jego prawdziwe pierwotne znaczenie. Gmerk jest więc znakiem identyfikacyjnym, a jego formą wizualną są proste znaki graficzne, mające z herbem mieszczańskim jedynie ograniczone wspólne korzenie. Oprócz funkcji identyfikacyjnej gmerk spełniał również funkcje upamiętniającą i prawną,  którą przejął w okresie późniejszym własnoręczny podpis. Uzasadnić to można podobnym pochodzeniem gmerków ze znakami stosowanymi w polskich herbach pierwiastkowych. Wychodząc z założenia,  że gmerk może przybierać różne postacie: od prostych znaków kreskowych czy monogramów do wyobrażeń bardziej rozbudowanych, przedstawionych jako motywy roślinne, zwierzęce, ludzkie czy astrologiczne znak ten jest jedynie częścią składową herbu mieszczańskiego, ale nigdy nie może go zastąpić. Dlatego też określenie herbu mieszczańskiego słowem gmerk jest nieadekwatne do jego prawdziwego znaczenia. Gmerk jako znak własnościowy posiada wiele cech charakterystycznych przypisywanych także innym oznaczeniom, które są synonimami słowa gmerk. Zaliczamy do nich między innymi takie określenia, jak: ciosna, exlibris, karb dworski lub domowy, poznaki, starki, ale także klejnot, godło, herb, znak napieczętny. Na wielu pieczęciach prywatnych rzemieślników zostały zamieszczone wyobrażenia związane z ich przedmiotem pracy: narzędziami, surowcami do produkcji, wyrobami czy tez znakami cechowymi poszczególnych zawodów. Chociaż nigdy oficjalnie symbole te nie zostały uznane za gmerki, to jednak w niektórych publikacjach wizerunki takie są zakwalifikowane do tej grupy. Narzędzia pracy, godło cechowe i inicjały właścicieli stosowane były na pieczęciach obok grupy figur typowo heraldycznych, co niejednokrotnie doprowadzało do pomyłek i zastrzeżeń w stosunku do znaków napieczętnych szlacheckich i mieszczańskich. Czas i sposób adopcji gmerka jako znaku herbowego dla potrzeb herbów mieszczańskich nie jest dokładnie znany, jednakże przypuszcza się, że nastąpiło to prawdopodobnie w tym samym okresie, jak utrwalenie się herbów szlacheckich. Dzisiejsze negatywne nastawienie do herbu mieszczańskiego, objawiające się pogardliwym określeniem go gmerkiem lub co najwyżej herbikiem ma swoją wymowę nie tylko historyczną, ale i kulturową. Przekonanie niektórych historyków, że za tworzeniem i używaniem herbów mieszczańskich była chęć  wniknięcia  bardziej przedsiębiorczych jednostek w szeregi szlachty nie  wytrzymało  próby czasu. W prawdzie istnieje parę przykładów na poparcie tej tezy, jednakże w większości fakty były o wiele bardzie banalne. Niejednokrotnie symbolika w herbie mieszczanina z zastosowaniem gmerków była jedynie śladem szlacheckiego pochodzenie, a co najwyżej przypadkiem wynikającym z ograniczonych możliwości tworzenia takich znaków tak, jak to miało miejsce w herbach szlacheckich pierwiastkowych. Tak jak w gmerkach osobistych, rodzinnych i dziedzicznych, używanie herbów mieszczańskich traktowane było z pełnym poszanowaniem tradycji,  która szczególnie pielęgnowana była przez patrycjat. Dla rodzin mieszczan, które stosowały w swych pieczęciach obok gmerka osobistego także gmerk rodzinny dziedziczny, fakt ten był pierwszym stopniem w adopcji takich znaków do herbu rodowego mieszczańskiego. Wszelkie atrybuty herbu szlacheckiego przejęte na przestrzeni czasu dla potrzeb herbu mieszczańskiego zostały zaadoptowane według wszelkich reguł heraldycznych. Początkowo herby te nie różniły się od herbów szlacheckich, jednak w miarę rozwoju heraldyki, jak też wyraźnego odróżnienia herbu szlacheckiego od mieszczańskiego zastosowano hełm dziobowy, tak zwany „żabi pysk” zamiast hełmu prętowego. Pojęcie znaczenia słowa herb stosowane w odniesieniu do znaków mieszczańskich powinno być jasno zdefiniowane. Zadając sobie pytanie, czy gmerk jest herbem, należy odróżnić fakt istnienia gmerka jako znaku identyfikacyjnego w swojej uznanej formie, który nie posiada atrybutów herbu, jak też herbu mieszczańskiego, będącego znakiem rodowym, mającym wszelkie atrybuty heraldyczne. Ustalenia te są tym bardziej interesujące, iż porównania takie można zastosować również do innych uznanych form heraldycznych, w tym herbów miejskich, gminnych, cechów i korporacji. Interesujące są wywody Adama Chmiela (Herby Cytrusów mieszczan krakowskich, „Rocznik Krakowski”, t. 1, 1898, s. 269), badacza gmerków mieszczan krakowskich, który stwierdza, że gmerk posiada najważniejsze cechy herbu, do których zaliczyć należy umieszczenie na tarczy własnych znaków własnościowych, przynależnych dla konkretnej rodziny. Porównanie mylące ze względu na fakt występowania gmerków jako znaków osobistych, będących niekoniecznie znakami rodzinnymi. Ale przecież te same osoby, jak wskazują przykłady, stosowały na pieczęciach gmerki, zarówno osobiste, jak i rodzinne. Podobną opinie wyraża Marian Gumowski (Herbarz patrycjatu Toruńskiego, Toruń 1970, s. 6-7), badający gmerki mieszczan toruńskich. Jego opinia, że gmerki to głównie znaki kreskowe, natomiast wyobrażenia obrazowe motywów roślinnych, zwierzęcych lub ludzkich to już herby mieszczańskie, sankcjonuje istnienie nazwy „herb mieszczański”. Według jego opinii gmerkami posługiwali się rzemieślnicy, a herbami wyłącznie patrycjat, chociaż istnieją odstępstwa od tej reguły. Innego zdania jest Witold Maisel, który zawzięcie wzbrania się przed uznaniem symboliki gmerków jako herbów mieszczańskich, uważając, iż nie wykazują one ani prawnych, ani heraldycznych cech właściwym herbom. Jest to irracjonalne stwierdzenie, gdyż z kolei Bolesław Namysłowski, zajmując się gmerkami poznańskimi, powołując się na badania znaków bartnych (Znamiona bartne mazowieckie 17 i 18 wieku i inne znaki ludowe: przyczynek do heraldyki i folkloru, Poznań 1927) udowodnił, że w procesach sądowych cechy tych znaków były uznawane na równi z herbem szlacheckim. Chmiel, A. Godła rzemieślnicze i przemysłowe krakowskie: od połowy 14 w. aż do 20 w. Kraków: Muzeum Przemysłowe im. A. Baranieckiego, 1922. Chmiel, A. „Herbarz mieszczański”. Rocznik Krakowski I, 1898; III, 1900; V, 1902. Gizowski, M. R. Herby patrycjatu gdańskiego. Gdańsk: KAW / Gdańska Fundacja Książki, 1999. Gumowski, M. Herbarz patrycjatu toruńskiego. Toruń: PAN, 1970. Janiszewska-Rybka, A. Merk jako graficzny pierwowzór znaku własności. W: Wybrane zagadnienia z zakresu badań dokumentów. Warszawa: Wyd. Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego Komendy Głównej Policji, 2007. Namysłowski, B. Herby mieszczaństwa poznańskiego. Poznań: s. n., 1930. Namysłowski, B. Merki rybaków pomorskich. Przyczynek do heraldyki i folkloru. Kraków: s. n., 1925. Namysłowski, B. Znamiona bartne mazowieckie 17 i 18 wieku i inne znaki ludowe. Przyczynek do heraldyki i folkloru. Poznań: Drukarnia „Przeglądu Leśniczego i Rynku Drzewnego”, 1927.Ropelewski, A. Merki rybaków morskich Wybrzeża Gdańskiego. Warszawa: Prace Morskiego Instytutu Rybackiego w Gdyni, 1960. Sternschuss, A. Godła domów krakowskich. Rocznik Krakowski II, 1899

Do góry

Analiza treści publikacji ,,Mały słownik heraldyczny, czyli próba blazonowania po polsku,, autorstwa Adama Heymowskiego zamieszczonej w pozycji książkowej ,,MATERIAŁY DO BIOGRAFII, GENEALOGII I HERALDYKI POLSKIEJ TOM X,,

Mały słownik heraldyczny zaproponowany przez Adama Heymowskiego  jest w jego koncepcji  dobrym rozwinięciem nowoczesnej heraldyki praktycznej. Jednakże autor w swych zamysłach nie ustrzegł się  kilku drobnych niedociągnięć. Moje spostrzeżenia wynikają z analizy publikacji zamieszczonej w książce ,,Materiały do biografii, genealogii i heraldyki polskiej, tom X, zatytułowanej ,,Mały słownik heraldyczny, czyli próba blazonowania po polsku, którą do druku przygotował znany polski heraldyk Śp. Profesor Stefan K. Kuczyński, notabene długoletni przewodniczący PTH. W słowie wstępnym Adam Heymowski nawiązuje do prób skodyfikowania polskiego blazonu, podejmowanych na przestrzeni ostatnich stuleci przez wiele osobistości ze świata heraldyki. Do nich zaliczamy między innymi: Józefa Aleksandra Jabłonowskiego, Joachima Lelewela, Antoniego Małeckiego, Franciszka Piekońskiego, Juliusza hr. Ostrowskiego, Helenę Polaczkównę. Sam Heymowski przyznaje, że istnieją rozbieżności w heraldyce klasycznej, zaprzęgniętej do praktycznych potrzeb heraldyki żywej a naszą rodzimą heraldyką historyczną, znajdującą się mimo takich autorytetów heraldycznych do tej pory w powijakach. Wprawdzie   wyraził przypuszczenia, dlaczego  nie starano się przystosować do heraldyki zachodniej, jednakże w końcowym efekcie jedynie dyplomatycznie zaznaczył, że rozbieżności te są wynikiem  odmienności  źródła pochodzenia rodzimych znaków. Obojętnie jakkolwiek by  spojrzeć na to zagadnienie, nie to jest przyczyną krytycznych spostrzeżeń, których dokonano w lekturze tekstów i rysunków publikacji Heymowskiego. Pierwsza uwaga odnosi się do kwestii zaproponowanego sposobu podziału tarczy herbowej,  a właściwie określenia dzielności tarczy za pomocą linii prostych. W czterech pierwszych tarczach, a mianowicie w tarczy dwudzielnej w słup, w pas, w skos i z lewa w skos określenia te są jak najbardziej prawidłowe. Jednakże już w następnych przykładach zastosowane tam określenia mijają się z faktycznym sposobem dokonanego podziału. Chodzi o podział w krzyż i skosem w krzyż jak też w roztok i roztok na opak. Są to tarcze czterodzielne i trzydzielne, a nie – jak podaje autor, że dokonując cięcia tarczy w krzyż , skosem w krzyż, w roztok i w roztok na opak, tworzymy tarcze dwudzielne. Na stronie 184. zaprezentowano już dość poprawne określenia dla tarczy trójdzielnej, mimo tego, że istnieją ogromne możliwości prezentacji innych podziałów tarczy, prezentacja została ograniczona do kilku przykładów. Na stronie 185. wskazano na możliwości zastosowania podziału tarczy także inną linią,  jak linia prosta. Prezentowane tam cięcia są również ograniczone do zaledwie ośmiu przykładów. W dziale figury heraldyczne przedstawiono zaszczytne figury heraldyczne, nie stosując rozgraniczenia tak zwanych modyfikowanych figur zaszczytnych, co przeciętnemu heraldykowi (a może również  wytrawnemu) nastręczyć może pewne kłopoty interpretacyjne. Przywołując w pamięci różne określenia, zarówno te dawniejsze, które mają i muszą mieć zastosowanie w nowoczesnym blazonie polskim, na stronie 186. natrafiamy na figurę heraldyczną zaliczaną do grupy figur zaszczytnych, a mianowicie roztok. Dyskusje  na temat tej figury mogą być bogatym materiałem do opracowania naukowego w zakresie ustalenia prawidłowego nazewnictwa heraldycznego. W różnych opracowaniach polskich autorów figurę tą nazywa się roztokiem, rosochą i rozstrojem. Nazwa ta funkcjonuje nie tylko w nomenklaturze określającej zaszczytną figurę heraldyczną, ale również w określeniu zastosowanych cięć na tarczy herbowej,  co wymaga na dzień dzisiejszy szczególnego wyjaśnienia.

W dalszym ikonograficznym przedstawieniu figur heraldycznych odnajdujemy próbę interpretacji flanki i tak zwanego „boku” lub pobocznicy, które to nazwy Heymowski stosuje wbrew analizie równoznacznych określeń z heraldyki zachodniej. Obie figury powinny być określone flankami. Pierwsza jako prawa flanka, druga jako lewa wypukła flanka.

Dalsze krytyczne uwagi odnoszą się do trzech figur, które swoim nazewnictwem wprowadzają niepotrzebne zamieszanie. I nie chodzi tutaj o zastosowanie starych polskich odpowiedników funkcjonujących na dobre w polskim blazonie, a jedynie o niekonsekwencje w interpretacji zachodnich określeń. Figurami tymi są: na stronie 187. figura kieł, na stronie 188. –  figury klin i promień. Analiza nazewnictwa tych figur w innych językach dobitnie wskazuje na ich błędną interpretację.

Figura określona przez Heymowskiego (lub osobę korygująca te materiały) jako klin jest w rzeczywistości szpicą na opak, co odzwierciedlone jest w języku francuskim słowem pointe renversse, w angielskim point reversed, w hiszpańskim renversita pinto, w niemieckim gestürzte Spitze. Także w języku rosyjskim i ukraińskim odnajdujemy odpowiednie określenie (z powodu braku czcionki wyraz przedstawiamy fonetycznie: ros. ,,oprokinugoe ostrije„, ukr. „perekinugoe wistrja”.

Figura ze strony 187. określona jako kieł w rzeczywistości jest klinem, który w nazewnictwie zachodnim przedstawia się odpowiednio jako: w języku francuskim – pile, w języku angielskim  – pile, w hiszpańskim – kojno, w niemieckim – Keil.

Na stronie 188. przedstawiona przez Heymowskiego figura nazwana jako klin z lewa jest w rzeczywistości szpicą z lewa.

Na stronie 188. przedstawiona figura nazwana jako klin wklęsły na opak w rzeczywistości jest wklęsłą szpicą.

Na stronie 188. przedstawiona figura nazwana jako promień lewy od głowicy  powinien nosić nazwę klin lewy głowicy. (Klin, ponieważ jego podstawa odpowiada szerokości podstawy klina podstawowego, a mianowicie nie większej niż  1/3 szerokości tarczy).

Aby uzyskać rzeczywisty obraz tych figur, należy w detalach określić zasadę ich budowy.

Klin – figura powstała poprzez zastosowanie cięcia dwiema liniami skośnymi, wychodzącymi z górnej krawędzi tarczy w środkowym odcinku o podstawie nie większej  niż 1/3 szerokości tarczy, biegnącymi do środka w dół tarczy, połączonymi w punkcie środkowym pozycji podstawy (e pile). Klin w odróżnieniu od szpicy swoje ostre zakończenie skierowane ma ku dołowi. Poprzez zmianę jej długości, pozycji i wyglądu klina powstają inne (kliny) figury.

Szpica – określenie dla figury heraldycznej powstałej poprzez zastosowanie cięcia tarczy herbowej dwiema liniami skośnymi, wychodzącymi z krawędzi całkowitej szerokości podstawy tarczy, złączonymi w środku górnej krawędzi tarczy. Szpica w odróżnieniu od klina swoje ostre zakończenie ma skierowane ku górze. Istnieją różne odmiany tej figury.

Promień – w budowie figura podobna do szpicy,  ale węższa od niej,  dotykająca jednak swoim wierzchołkiem dolnej krawędzi tarczy.

Dalej w dziale PRZEDMIOTY NA TARCZY już samo określenie „na tarczy”  porusza wyobraźnię wysuwającą pytanie, co oznaczają  wyrażenia  na tarczy i w tarczy.

W tarczy – określenie opisujące położenie figury heraldycznej, która w swej konstrukcji dotyka krawędzi tarczy.

Na tarczy – określenie odnoszące się do figury heraldycznej, która w swej budowie nie dotyka krawędzi tarczy i jest tak zwaną figurą zamkniętą; nazwą tą określamy wszelkie mobilia zarówno pojedyncze, jak i w grupie.

Rozczarowuje natomiast zestaw figur złożonych na tarczy, prezentowany od strony 196. w którym brak jasnego konceptu. Wprawdzie widoczny jest podział na podgrupy w zakresie rodzaju figur (wszechświat, flora, fauna  itd. ) jednakże można było oczekiwać, że zostaną w  pierwszej kolejności zaprezentowane naturalne pozycje tych figur i przedmiotów. Pozycja naturalna figur i przedmiotów jest o tyle ważna w prawidłowemu opisie herbu, iż pozwala wykluczyć ewentualne niedomówienia w tej kwestii. Przykładem jest przedstawienie półtrzecia krzyża na stronie 193. tego opracowania, gdzie dowolność interpretacji spowodowała błędny opis w herbie Pilawa. Konieczność ustalenia naturalnej pozycji i wyglądy tej figury jest w tym przypadku nad wyraz widoczna.Także ,,półtrzecia krzyża,, (nie tylko tej figury) musi być raz na zawsze ustalona. W tym przypadku ważne jest,  czy brakująca część krzyża jest w pozycji dolnej prawej czy też dolnej lewej a może górnej lewej lub górnej prawej?

Niewykluczone, iż nieukończona praca Heymowskiego, wymagająca pewnych korekt,  zbyt pospiesznie  została potraktowana z przymrużeniem oka. A przecież, jak czytamy w suplemencie na stronie 179.:  „Zgodnie z intencją Autora dokonano jednak pewnych korekt w reprodukcjach herbów, odwracając ewidentnie błędny kierunek zwrotu niektórych godeł i klejnotów herbowych z lewa na prawo.

Pozytywnie można natomiast odnieść się do określenia pozycji złożonych na tarczy herbowej przedmiotów zarówno bezkierunkowych, jak też o określonym kierunku z jednoczesnym uwzględnieniem przedmiotów pojedynczych, jak też grup przedmiotów.

Inną sprawa jest zastosowanie blazonu przy herbach wyjętych z herbarza Bartosza Paprockiego ,,Herby rycerstwa polskiego”. Wprawdzie redagujący tę publikację powołuje się na dokonanie pewnych korekt co do prawidłowego wyglądu wizerunku przedstawionych tam herbów, jednakże ku naszemu zdziwieniu ich blazon wykazuje również kilka nieścisłości.

Przykładowo herb Kornicz, opisany przez autora następująco: w polu czerwonym na trzech stopniach złotych takiż krzyż łotrowski z połubocheńcami też złotymi na końcach porzecznego ramienia. Klejnot – pięć piór strusich.

O dziwo, figura ta przypomina raczej krukwę ??? wolno stojącą (luzem) a nie krzyż łotrowski,  który ten sam autor prezentuje na stronie 195., nazywając go krzyżem łotrowskim (roztoku luzem)

Dalej mimo korekty heraldyka, o której zapewnia redaktor tego tekstu kilka przedstawionych rysunków herbów jest opisanych niezgodnie z rysunkiem. (i tutaj nasuwa się odpowiedź na pytanie, skąd niedostatki w polskiej heraldyce, kiedy panuje taki chaos wywołany niestarannością podejście do tego tematu autorów różnych herbarzy)

W tym względzie przykładem są herby: Niezgoda, Pokora, Pomian.

Niezgoda – w polu błękitnym podkowa srebrna z takąż strzałą na opak w słup u dołu, przecięta z prawej mieczem tejże barwy o rękojeści złotej w pas. Klejnot – pióropusz pawi.

Na rysunku jednak miecz nie przecina strzały a jedynie jest na niej złożony.

Pokora – w polu błękitnym podkowa srebrna przecięta kluczem złotym w pas o piórze w dół. Klejnot – pięć piór strusich.

Na rysunku jednak klucz nie przecina podkowy, a jest jedynie na niej złożony.

Pomian – w polu złotym głowa żubrza wprost przeszyta od góry mieczem srebrnym w skos. Klejnot ramię zbroje srebrne z takimż mieczem w dłoni.

Na rysunku jednak miecz nie przeszywa głowy żubra, a jedynie jest na niej złożony.

Kwestia prawidłowego opisu herbu, jeśli chodzi o zastosowanie określeń przecięta, przeszyta nie jest jednak obca temu heraldykowi, gdyż w opisie herbu Herbort zgodnie z wizerunkiem opisuje, że miecze są „wbite w takież jabłko”. W herbie Pniejnia rysunek również zgadza się z blazonem, w którym mowa jest o tym , że: w polu czerwonym para łap niedźwiedzich trzymająca jabłko naturalne przeszyte od dołu strzałą srebrną …..,, W herbie Przyjaciel ,, .. serce czerwone przeszyte od góry strzałą…,, lub wreszcie w herbie Zagroba (Zagłoba) ,, …. w polu błękitnym podkowa srebrna od dołu przebita takąż szablą o rękojeści …..,,

Podobne uwagi odnieść można także do niektórych klejnotów, gdzie postacie np. wyrastają z korony, które to określenie lepiej pasuje niż stwierdzenie półpostać czy półniedźwiedź. Niefrasobliwość ta widoczna jest również w opisie herbu Sokoła, gdzie klejnot opisany jest słowami: ,,pół niedźwiedzia jak na tarczy, a w rzeczywistości na tarczy jest (niedźwiedzio-świnia) stwór dwudzielny w słup z przodu świnia, z tyłu niedźwiedź..

Publikacje Paweł Szymon Towpik

Do góry

Publikacje  Tomasz Steifer

Tomasz Steifer, PTH, Gdańsk, 2008,  fragment przygotowywanej publikacji popularyzującej heraldykę.

                            „Zarys genezy herbów i heraldyki”

Herby wywodzą się od osobistych lub rodowych znaków rozpoznawczych obecnych w większości społeczeństw plemiennych na całym świecie. Takimi znakami, zazwyczaj tak projektowanymi aby umożliwiały zarówno łatwe powielanie, jak i bezsporną identyfikację, znakowano domostwa, oznaczano terytoria , piętnowano bydło, broń i przedmioty codziennego użytku. Często były to proste kombinacje linearne – kresek, okręgów, kropek.
W niepiśmiennych zwykle społeczeństwach pierwotnych pełniły więc funkcję i znaku własnościowego, i podpisu i jakby dowodu tożsamości właściciela. W społecznościach o strukturze klanowej używanie tych samych czy podobnych znaków było także oznaką przynależności rodowej. Było to przydatne, a niekiedy konieczne w plemionach żyjących często w rozproszeniu, dla wzajemnego rozpoznawania, rzadko widywanych członków grupy, dla oznaczania terenów łowieckich i pastwisk, miejsc pochówku i siedzib. W miarę rozwoju społeczeństw znaki te stawały się coraz bardziej wyrafinowane i ozdobne, nie tracąc przy tym swej zasadniczej roli. Herby w ścisłym z naczeniu tego słowa pojawiły się w XII w. zapewne w związku z wprowadzeniem do uzbrojenia ochronnego feudalnych rycerzy hełmu garnczkowego, zakrywającego całą głowę. Taką samą genezę mają też japońskie herby, zwane „mon”. Już wcześniej zapewne rozwój zbroi utrudniającej rozpoznawanie wojowników, a zwłaszcza odróżnianie swoich od wrogów , zwłaszcza w bitewnym zamęcie, zmuszał do umieszczania na rynsztunku znaków rozpoznawczych. Znaki często umieszczano na tarczach, jako szczególnie widocznym miejscu. Były tak oznaczane tarcze greckich hoplitów, rzymskich legionistów i wikińskich wojowników. Niekiedy stosowane symbole miały znaczenie magiczne, niekiedy religijne, czasem miała za zadanie przerażać wrogów (n.p. głowa Meduzy na greckich tarczach). Na sławnym „Kobiercu królowej Matyldy” – tzw. tkaninie z Bayeux przedstawiającej podbój Anglii przez Normanów w 1066 r. Widać wyraźnie próby identyfikującego ozdabiania tarcz. Znaki te nie miały jeszcze charakteru dziedzicznego ani cech herbu.
Pierwszym znanym historycznym herbem jest tarcza ze złotymi lwami wręczona Geoffreyowi Plantagenetowi , podczas pasowania na rycerza przez króla Anglii, Henryka I w 1127 r. Herb ten stał się już znakiem dziedzicznym, znajdowanym na pieczęciach jego wnuka William Longespee i dalszych potomków.

Herby rozwinęły bardzo szybko przyjmując klasyczną postać, prawdopodobnie dlatego, że wykorzystywano przy ich tworzeniu już istniejące znaki rodowe lub osobiste i używano stosowane wcześniej ornamenty, symbole i stylizowane wizerunki.
Wiele godeł herbowych znanych jest z okresu przedheraldycznego, niektóre stylizacje postaci zwierząt czy bestii fantastycznych mają wręcz starożytny rodowód.
Herby jako identyfikatory bojowe umieszczano w najwidoczniejszych miejscach – na tarczach, na proporcach i na szczytach hełmów. Stąd nazwa herbów w wielu językach wiąże się z uzbrojeniem: arms, arma, Wappen. Polska nazwa, wywodząca się z niemieckiego słowa „erben” (dziedziczyć) podkreślała rodowy charakter tych znaków.
Konieczność szybkiego rozpoznania znalazła swoje odbicie w stosowaniu jaskrawych, czystych i kontrastowych barw i dość prostego, czytelnego rysunku. Stąd wywodzi się zresztą heraldyczna „reguła 200 kroków”, mówiąca, że herb powinien być rozpoznawalny właśnie już z takiego dystansu.
Rozwój systemu feudalnego i taktyki bojowej rycerstwa przydały herbom dodatkową rolę, jako znaku rozpoznawczego już nie tylko pojedynczego woja, ale i jednostek bojowych. W ten sposób odzwierciedlały się heraldycznie feudalne zależności, nabierało znaczenia odróżnianie herbu suwerena i herbów lenników.
Niekiedy widoczny jest wpływ herbów większych władców na herby podległego rycerstwa; objawia się to czasem podobną kolorystyką i podobnymi symbolami, co sprzyjało odróżnianiu swoich i obcych.
W Polsce stosowanie tych samych znaków przez rycerzy służących w tym samym oddziale, zwykle pochodzących z tych samych terenów i często wywodzących się ze pokrewnych rodów prowadziło do powstania rodów herbowych, t.j. dużych grup szlachty posługującej się tym samym herbem.

Dowódcami chorągwi byli świeccy lub duchowni feudałowie, często książęta. Bojowy znak rozpoznawczy zaczął więc z czasem rozszerzać swoje znaczenie również jako symbol dowódcy i jego włości. Tym samym zaczęto używać go nie tylko na częściach uzbrojenia, wprowadzając na pieczęcie, ozdoby, biżuterię, malowidła i rzeźby. Zwiększało się znaczenie herbu jako znaku honorowego i reprezentacyjnego.
Wykształciły się podstawowe elementy herbu: tarcza herbowa z godłem, hełm z klejnotem i labrami, wywodzącymi się z chust okrywających go. Niestety nie zachowały się do naszych czasów najstarsze tarcze rycerskie z wymalowanymi herbami. Wiedzę o początkach europejskiej heraldyki zawdzięczamy badaniu ikongrafii, zwłaszcza wizerunków na pieczęciach, monetach, płytach nagrobnych, miniaturom w iluminowanych kronikach i rolach herbowych Zwłaszcza te ostatnie, spisywane i malowane przez heroldów rejestry herbów stanowią bezcenne źródło do badań nad heraldyką wieków średnich.
Szybkie pojawienie się dużej ilości herbów świadczy o tym że były one początkowo przybierane przez właścicieli, później dopiero zaczęto łączyć je z nadaniem od władcy lub ustanowionego przezeń urzędnika.

Prawo heraldyczne tworzyło się między XIII a XV w. Sprzyjały temu konieczność pewne j unifikacji oznakowania rycerstwa podczas wojen, zwłaszcza przy okazji wypraw krzyżowych, a także rozwój obyczajowości rycerskiej, związanej m. in. z turniejami. Pojawili się na dworach panów feudalnych specjalni urzędnicy – heroldowie – mający za zadanie rozpoznawać herby rycerzy, prowadzić ich spisy, później także kontrolować ich używanie lub nadużywanie. W tym okresie herb stał się oznaką przynależności do stanu szlacheckiego i zaczął zyskiwać elementy mające na celu odróżnienie od ich suwerenów.
Początkowo herb był zarówno znakiem rodowym rycerza jak i znakiem jego włości. W XIII i XIV w. dokonuje się rozłam między herbem, a terytorium. Wynikało to z faktu, że królowie nadawali herby osobom, które nie posiadały żadnego zwierzchnictwa lennego, jednocześnie dobra zmieniały właścicieli, drogą podbojów, małżeństw czy sprzedaży. Herby nabytych dóbr zaczęto dodawać do dawnych herbów, tworząc w ten sposób tzw. herby złożone.

Później prócz rycerstwa, herbów zaczynają używać: miasta (wprowadzając znaki swoich panów do elementów architektonicznych), korporacje kościelne, uniwersytety cechy rzemieślnicze i gildie kupieckie U schyłku średniowiecza rycerstwo feudalne zaczyna przekształcać się w stan szlachecki, a herb w jedną z oznak przynależności stanowej. Pojawia się w XV w. w wielu krajach praktyka nobilitacji, tj. nadawania szlachectwa, z jego przywilejami, ale często bez nadania dóbr.
W niektórych krajach o silnym stanie mieszczańskim (Niemcy, Włochy, Szwajcaria) herby były powszechnie używane przez patrycjat miejski – często wraz z nobilitacją, a także bogatsze mieszczaństwo nie mające szlachectwa. Średnie warstwy mieszczaństwa powszechniej używały gmerków, często jednak komponowanych na wzór herbów, z użyciem tarczy, hełmu i labrów. Herby były sporadycznie używane także przez rodziny chłopskie – m.in. w Szwajcarii, Fryzji i na Pomorzu. Herby poza stanem rycerskim początkowo były przyjmowane samowolnie (Assumption of Arms), później ich używanie wiązało się z nadaniem herbu przez monarchę lub odpowiedni urząd (w Niemczech za pomocą tzw. Wappenbrief” – Listu herbowego). Dziś w wielu krajach, także niektórych  monarchiach wystarczy rejestracja herbu w odpowiedniej instytucji, kontrolująca m.in. poprawność heraldyczną herbu i jego unikalność.

Wraz z końcem średniowiecza kończy się okres nazywany przez historyków okresem heraldyki żywej, t.j. rozwijającej się, mającej wspomniane znaczenia praktyczne. Od k.XV w. heraldyka ma już znaczenie bardziej reprezentacyjne, herby choć wciąż pełniące funkcję identyfikacyjną mają głównie świadczyć o rycerskim pochodzeniu, bogactwie, tytułach i koligacjach właściciela.

Większość pierwotnych zasad heraldyki pozostała aktualna, lecz wzbogacona o dodatkowe elementy, symbole i oznaki. Dworskie urzędy heroldów przekształciły się w instytucje, funkcjonujące w wielu monarchiach do dziś.

Herby rodowe, podobnie jak przywileje szlacheckie i tytuły zostały w Polsce zniesione w przez konstytucje 1921 r., podobnie w innych krajach o systemach republikańskich. W Polsce Ludowej herby i heraldyka były niechętnie traktowane przez władze, jako kojarzące się z krytykowaną urzędowo szlacheckością. Jednak atrakcyjność plastycznej formy herbu i ich skojarzenie ze szlachecką przeszłością sprawiają że heraldyka cieszy się wciąż wszędzie dużym zainteresowaniem. Modne są poszukiwania genealogiczne, poszukiwania herbowych antenatów, a dodatkowo w wielu krajach, nie tylko w monarchiach istnieją instytucje rejestrujące, zatwierdzające czy nadające nowe herby. Wiele tego typu instytucji czy osób działa bazując na niewielkiej wiedzy heraldycznej w społeczeństwie. Brak podstawowej wiedzy z tej nauki jest zresztą przywarą nie tylko Polaków. W krajach o dużo większych tradycjach heraldycznych, gdzie istnieją urzędowe heroldie a stowarzyszenia heraldyczne mają często wiekową tradycję, np. w Anglii, Szkocji, Niemczech, Francji – również działają, często wyłącznie w Internecie różne firmy oferujące odnalezienie herbu rodowego, z niewielką opłatą i przy użycia jednego „kliknięcia”. Zapraszam do zapoznania się z tekstami popularyzującymi heraldykę na stronach „Novej Heraldii” i do zapoznania się z naszą ofertą i warunkami rejestracji starego lub fundacji nowego herbu.

Wciąż powszechnie używane są herby miejskie i samorządowe. Rozwój uprawnień samorządowych w Polsce przyczynia się do powstawania nowych herbów, miast, wsi, gmin, powiatów, województw. Niestety często te znaki niewiele mają wspólnego z zasadami heraldyki, mamy nadzieję, że ta witryna pomoże poprawić sytuację.

„Wpływ konstrukcji tarczy bojowej na heraldykę”
Referat wygłoszony na zjeździe założycielskim Polskiej Wspólnoty Heraldycznej w Jeleniej Górze

 Chciałbym Państwu przedstawić pewne zagadnienie heraldyczne, którym polscy heraldycy zajmowali się niewiele lub wcale. W publikacjach niemieckich i angielskich znajdziemy więcej informacji na ten temat, aczkolwiek również nie wyczerpują one zagadnienia.

Chodzi o wpływ budowy i technologii wykonania tarczy bojowej na heraldykę.

Tarcza:, to część uzbrojenia ochronnego żołnierzy, prawdopodobnie najstarsza. Znana już co najmniej w epoce brązu, stosowana powszechnie przez piechotę i kawalerie w starożytności i średniowieczu, przetrwała nawet do naszych czasów znajdując się na wyposażeniu policji, jednostek specjalnych, straży pożarnej. W róznych kulturach i różnych czasach wykonywana była z różnych materiałów –  drewna, wikliny, kory,  skóry,  z drewna obitego materiałem, skórą lub metalem, z kości i skorup zwierząt, z metalu, a współcześnie z tworzyw sztucznych o dużej wytrzymałości.

Ponieważ herby powstały w środowisku normandzkiego rycerstwa anglo-francuskiego w XII w. najbardziej zajmuje nas konstrukcja tarcz używanych przez Normanów. Najstarsza znane z dość licznych wykopalisk i ikonografii tarcze Normanów, a raczej jeszcze Wikingów to okrągłe tarcze drewniane, wzmacniane metalowymi okuciami, prawie zawsze wyposażone w umbo, tj. centralnie omieszczone wypukłe okucie chroniące rejon za którym, po drugiej stronie tarczy znajdowała się dłoń wojownika. Tarcze te to tarcze typowe dla wojownika pieszego, chroniły także burty długich łodzi wikingów.
Rys. 1 Od lewej: tarcza z Oseberg, Gokstad, Trelleborg

U Słowian upowszechniły się tarcze kształtu migdałowatego lub owalnego, które choć na pierwszy rzut oka kojarzone mogą być z ochroną konnego, to często pojawiają się na ikonografii w kontekście wojowników pieszych – tak jest chociażby na wizerunkach pruskich wojowników na  Drzwiach Gnieźnieńskich. Na używanie tarcz okrągłych przez jeźdźców słowiańskich wskazuje cały szereg wizerunków m.in., jak choćby fragment srebrnej zachodniosłowiańskiej ozdoby wysokości 3,4 cm (fragmentu zausznicy?) znalezionej w Lisówku w Polsce, a pochodzący z ok. 1015 roku (a więc czasu, który uznaje się używanie tarcz migdałowych za powszechne).

Wikingowie, choć stosowali konnicę, najczęściej stosowali taktykę walki pieszej morskiego desantu.. Przekształcając się z morskich rozbójników we wczesnofeudalne normandzkie rycerstwo coraz częściej walczyli konno. Tarcze okrągłe ulegały ewolucji w kierunku wydłużonej, migdałowatej tarczy, nazywanej obecnie najczęściej normandzką, tarczy, która skuteczniej niż okrągła chroniła jeźdźca. Tego typu tarcz zachowanych z tego okresu  znamy bardzo mało, ale są dość licznie reprezentowane w ikonografii, zwłaszcza w sławnym Kobiercu królowej Matyldy, tkaninie z Bayeux. Zwłaszcza ten zabytek pokazuje, że konstrukcja tarcz normańskich była prawdopodobnie, mimo zmiany kształtu podobna do okrągłych tarcz wikińskich. Wyrażnie przedstawione są umba i okucia tarcz, co więcej, widać także inne zdobienia tarcz, malowanie i znaki protoheraldyczne.

Rys.2   Scena z tkaniny z Bayeux

Co ciekawe desantowe okręty Wilhelma, przedstawione są tu z charakterystycznym dla łodzi wikingów murem z tarcz wzdłuż burt, ale złożonym z tarcz już migdałowatego kształtu.

Rys 3 Scena z tkaniny z  Bayeux

Oryginalne tarcze rycerskie z czasów powstania herbów i heraldyki są niestety bardzo nielicznie zachowane, a te kilka znanych egzemplarzy to prawdopodobnie tarcze dekoracyjne, funeralne lub wręcz późniejsze kopie. Niewiele więcej zachowanych jest tarcz z czasu rozkwitu heraldyki żywej, z XIII i XIV w. Jednak te tarcze są dość licznie prezentowane przez ikonografię z epoki, płyty nagrobne, tkaniny, malarstwo i pieczęcie.

Na podstawie analizy zachowanych często dość dobrze, nawet z resztkami części drewnianych, w dość licznych znaleziskach archeologicznych tarcz starożytnych i wczesnośredniowiecznych, zwłaszcza wikińskich oraz ikonografi wczesnych tarcz rycerstwa normandzkiego można przyjąć, że konstrukcja tarcz niewiele się zmieniła.

Zasadniczym materiałem konstrukcyjnym było drewno.

Znalezione tarcze wczesnośredniowieczne wykonywane były przede wszystkim z drzew iglastych takich jak: sosna, jodła czy świerk ale nie tylko. Wśród znalezionych w skandynawskiej Birce w przypadku trzech udało się określić gatunek drewna z jakiego były wykonane. Były to cis, klon i jodła. W sagach pojawiają się stwierdzenia sugerujące, ze tarcze wykonywano także z lipy (w poemacie Völuspá pojawia się zwrot lindiskjöldr co oznacza lipowa tarcza) lecz nie ma na to dowodów w postaci znalezisk. Prawdopodobnie, dlatego, iż drewno żywiczne o wiele lepiej znosi próbę czasu.

Okrągłe tarcze ze Skandynawii oraz analogiczne szczyty z innych terenów Europy miały wielkość wahająca się pomiędzy 80 a 110 cm średnicy przy czym zazwyczaj znajdowane są większe niż dolna granica podanego wymiaru. Tarcze z Birki mają pomiędzy 80 a 95 cm średnicy, z Gokstad 94 cm średnicy, a z Tirskom 85,5 cm. Fragmenty znalezione w Gniezdowie koło Smoleńska wskazują, że tarcza, która nie zachowała się w całości miała 100 cm średnicy. Niedawno odnaleziona zaś w Trelleborg tarcza, która zachowała się w bardzo dobrym stanie miała 85 cm. Analizując dostępne nam znaleziska można więc przyjąć, że średnią tarczą była taka o wielkości około 80-90 cm.  Tarcze normańskie, wydłużając wikiński pierwowzór w kształt migdalu miały szerokość ok. 80-90 cm a wysokość 160-190.

Wszystkie znalezione tarcze wykonane były z kilku deseczek klejonych razem, które najczęściej łączył z tyłu centralnie biegnący imasz. Ilość desek i ich grubość były różne. W tarczy z Trelleborg było to siedem deseczek, które w okolicy środka tarczy miały 8mm grubości, w okolicy brzegu zaś tylko 5mm. W tarczy z Triskom było to 6 deseczek o gr. 6mm. Tarcze z Gokstad miały 7mm w okolicy środka i także zwężały się ku krawędziom. Można z tego wywnioskować, iż tarcze wczesnośredniowieczne były stosunkowo cienkie, gdyż rzadko przekraczały 10 mm choć znaleziono także taką o gr 30 mm.

Sklejone  deseczki tarcz grubości ok. 6 – 30 mm w części centralne były zestrugiwane ku obrzeżom, do  mniej więcej 1/3 grubości. Uchwyty tarczy czyli imacze wykonywano najczęściej z drewna. Mamy informacje o co najmniej dwóch potwierdzonych gatunkach używanych do ich wykonania. Były to topola oraz olcha. Najczęściej imacz biegł centralnie przez całą długość tarczy. Nie zawsze jednak. Zdarzały się też uchwyty metalowe i drewniano-metalowe które były krótsze. Wraz z kilkoma tarczami odnaleziono też uchwyty, do których najprawdopodobniej przymocowywano rzemienie, służące do zawieszania tarczy na plecach podczas marszu. Wzmocnienie odwrocia imaczem nawet metalowym było niewystarczające. Zachowane wykopaliska pokazują, że często tarcze wikińskie były wzmacniane od frontu, głownie przez umbo, zwykle metalowe, a także liczne drobne okucia, paski metalowe, różnej długości niekiedy krótkie łączące tylko sąsiednie deseczki, niekiedy dłuższe, łączące kilka desek.

Rys 4. tarcza Przeworska (II-IIIw)

Zachowane okucia wczesnych tarcz swoim niekiedy ozdobnym wykończeniem, wskazują, że nie miały tylko znaczenia wzmacniającego konstrukcję, ale i ozdobne. Przykład tarczy z kręgu kultury Przeworskiej, znalezionej koło Prudnika, na Opolszczyźnie, datowanej na II-III w. n.e. pokazuje sposób okucia tarczy, okuciami podłużnymi, poprzecznymi, klamrami i drobnymi okuciami z brązu. Wyraźnie widać że charakter tych okuć był nie tylko techniczny ale i ozdobny. Podobnego typu okucia miały również tarcze Wikingów.

Niektóre ze znalezisk (np. tarcza z Trelleborg i tarcze z Gokstad) posiadają tuż przy krawędzi rząd otworków, który wskazuje na to, że brzegi te zabezpieczano skórą. Biorąc pod uwagę tarcze z Trelleborg, której imacz nie przebiega przez całą średnicę tarczy, a jedynie przez niespełna połowę zdaje się być nie tylko zasadnym ale wręcz koniecznym ściągnięcie desek pasem skóry, który utrzymywał by je w całości. Ranty tarcz zabezpieczano nie tylko skórą ale także metalowymi skuwkami, które są częstym znaleziskiem w pobliżu szczątków tarcz.
Rys. 5 Obicie rantu skórą i zabezpieczenie okuwką

Okuwek znajdowano różne ilości, od kilku do ponad 40. Wykonywane były z cienkiej blachy (około 0,5mm) i przytwierdzane były 2 nitami.

Wierzch tarcz wikińskich malowano lub obijano (oklejano) skórą. Oczywiście nie sposób stwierdzić, iż zawsze tak czyniono lecz znalezisko z Tirskom, w którym tarcza obita jest skórą, noszącą ślady walki potwierdza to. Norweskie prawo Gulathing, które mówiło, iż wierzch tarczy musi być pomalowany na czerwono i biało. Ślady pigmentu znajdowanego na tarczach, są jednak przekonywającym argumentem, mówiącym, że przynajmniej w niektórych przypadkach tarcze malowano..

Z biegiem czasu rozwijały się technik obróbki metalu, co wpływało na jakość broni a więc i zwiększenie wymagań odporności tarczy, ale dawało zarazem większą swobodę w kształtowaniu jej metalowych okuć. Niewielkie a liczne okucia tarcz wikińskich w tarczach normańskich przekształciły się w jednolite okucia, często w formie krzyża lub ukośnego krzyża, współśrodkowego z umbem. Tkanina z Bayeux pokazuje kilka wersji tego typu okuć, a także inne okucia – w postaci dużych guzów otaczających umbo lub w postaci ukośnych pasów. Zwraca uwagę w większości tarcz z tego przedstawienia wyróżniony brzeg tarczy. Może to być zarówno okucie, jak i skórzana okleina krawędzi.

Zasadniczym materiałem konstrukcji tarczy pozostaje drewno, często pokrywane skórą lub kilku warstwami płotna, zwykle zapewne malowanym. Rozwój efektywności broni i technik walki wymagały wzmocnienia konstrukcji. Tarcze wykonane w pełni z metalu były by zbyt ciężkie przy rozmiarach tarcz wczesnogotyckich lub normańskich. Pojawiły się, owszem, ale kilka wieków później, gdy rozwój pancerzy i technik walki, zwłaszcza parowania ciosów bronią,  a także rozwój metalurgii pozwolił na  wydatne zmiejszenie ich  rozmiarów. Tarcze z czasu początku heraldyki można było wzmocnić bez nadmiernego zwiększenia ciężaru tylko rozbudowaniem dawniejszych okuć.

Pierwszym przykładem herbu z uwidocznionym okuciem wzmacniającym tarczę jest herb uznawany przez większość heraldyków za pierwszy herb w ogóle. Jest to znany z emaliowanej płyty nad nagrobkiem  Gedfryda V Plantagenet, hrabia Andegawenii, w Le Mans datowanej na ok.1150): Pokazuje, trójkątną tarczą z sześcioma wspiętym lwami (3,2,1), z centralnie nałożonym, sięgającym prawie brzegów tarczy, cienkim, czarnym krzyżem o złotych romboidalnych zakończeniach. Pośrodku krzyża znajduje się kopulaste ozdobne umbo. Intuicja wskazuje, że nie jest to część herbu ale element konstrukcji tarczy, co potwierdzają inne wizerunki tego herbu, także u potomków Godftryda, już bez tego elementu.

Równie świetny przykład konstrukcji tarczy z okresu początków heraldyki znajdujemy w figurach zdobiących chór katedry w Naumburgu powstałych ok. 1250 r.

Rys.6 Rzeźby z katedry w Naumburgu

Postaci Grafa Wilhelma von Camburg i innych rycerzy wyposażone są w trójkątne tarcze wczesnogotyckie, z wyraźnie wyodrębnionym brzegiem – bordiurą, pokrytą inskrypcjami. Centralne pola tarcz pokrywają godła heraldyczne o wybitnie ornamentalnym charakterze – kwiaty lili na kilkukrotnie rozgałęzionych łodygach, drzewa lipy i tzw. Karbunkuł, po niemiecku lilienrad, tj krzyż prosty (łaciński lub grecki) współśrodkowy z krzyżem św. Andrzeja, z kołem w centrum, a ramionami zakończonymi liliami. Nie trzeba dużej wyobraźni, ani praktyki metalurgicznej aby wyobrazić sobie, że te bordiury a zwłaszcza ornamenty, tak podobne nawet do współczesnych dzieł sztuki kowalskiej, mogą być odzwierciedleniem wzmocnień tarczy.

Wyrastające z centralnego koła – umba – ośmioramienne pręty zakończone liliami lub liścmi lipy, znane w heraldyce niemieckiej jako lilienraede (glevenraede) i lindenblatraede, w polskiej nie mają właściwie sprecyzowanego określenia, nazywane są czasem spolsczczoną wersją nazw francusko-angielskich  – karbunkułami lub liliowymi kołami. Te godła znane m.in. z herbu księstwa Klewii, są jednym z wyraźniejszych przykładów zaadoptowania elementów konstrukcyjnych tarczy jako ściśle heraldycznych figur.

Kolejną figurą heraldyczną, w której można dopatrzeć się śladów  konstrukcyjnych wzmocnień jest krzyż kratowy przeplatany (niem. Gitterkreuz), zwłaszcza w wersji krzyża św. Andrzeja (niem. Schraeggitterkreuz) lub ukośne przeplatane kraty (Schraggitter)

Przypuszczalnie herb Nawarry, pokryty siecią łańcuchów może mieć również genezę konstrukcyjno-technologiczną.

Udokumentowanym sfragistycznie przekształcenie konstrukcji tarczy w godła heraldyczne jest herb von Leiningen-Westerburg. Herbem tego rodu jest w czerwonym polu zloty krzyż, otoczony w narożach 20toma  małymi tej samej barwy krzyżami (4 x 5- 2>1>2)  Pieczęć Sifridus de Runkel de. Westerburg, z 1255 pokazuje wyraźnie zamiast małych krzyży wzmacniające ćwieki, z czworokątnymi, kwiatopodobnymi podkładkami.. Pieczęć Reinharda de Wester Burch, z, z tego samego rodu, kilkanaście lat późniejsza, pokazuje już w tym miejscu krzyżyki

:

.Występujące w heraldyce wielu krajów różnego typu bordiury nasuwają podejrzenia, że ich pierwowzorem mogły być wzmacniające konstrukcję okucia brzegów tarczy, lub okleiny skórzane bądź płócienne. Szczególnie atrakcyjnie brzmi taka hipoteza gdy patrzymy na bordiurę usianą bizantami, lub innymi małumi okręgami, krzyżami lub biletami. Łatwo w takim przypadku wyobrazić sobie konstrukcję okucia przymocowanego ćwiekami lub nitami.

Niektóre przykłady połączenia bordiur z godłem lili heraldycznej – np. znana w Niemczech Glevenbord (Lilienbord) lub szkocka podwójna fryzura przemiennie usiana liliami przywodzą na myśl znane nawet z dużo późniejszych czasów sposoby ozdobnego i praktycznego okucia kufrów, opraw ksiąg lub wrót.

Wiele typowych figur heraldycznych może nasuwać skojarzenia z konstrukcją tarczy. Czy uprawnione, któż to wie? Ale jest wysoce prawdopodobne, że wytwórca tarczy, z własnej inicjatywy, lub na życzenie rycerza, malował kontrastowymi, przemiennymi barwami sąsiednie deseczki z  których skleił tarczę. Efektem, w zależności od sposobu ułożenia sklejanych elementów były by tarcze dzielone w słupy, pasy i skosy.

Niestety, brak zachowanych oryginalnych tarcz bojowych z tego okresu sprawia, że te hipotezy, acz logiczne i prawdopodobne, pozostaną hipotezami.

Tak samo, jak związek dalszego rozwoju tarczy bojowej z heraldyką. Tarcze z XIV wieku, znane już z dość licznych zachowanych egzemplarzy, nie mają już w większości metalowych okuć. Związane jest to być może, jak wyżej wspomniałem, z rozwojem pancerzy i technik szermierki. Ale być może także z inną koncepcją wzmocnienia odporności tarczy. Podobnie jak pierwsze kamizelki kuloodporne, wzorowane na rycerskich zbrojach, zostały zastąpione elastycznymi produktami z kevlaru, tak i niektóre tarcze, zdają się wskazywać, że niektórzy konstruktorzy z XIV w. zauważyli skuteczność elastyczności uzbrojenia ochronnego. Wiele z zachowanych tarcz z tego okresu, m. in. Tarcza Konrada z Turyngii, wielkiego mistrza zakonu NMP, w latach 1239-1240, znana z wiernej XIX w. kopii lub dużo wcześniejsza tarcza z Seedorf, ukazują nową technikę zdobienia, i zapewne wzmacniania tarczy. Elementy zdobnicze, godła, w obu wspomnianych przypadkach lwy wspięte, wycinane były z grubej skóry, i przyklejane do płaszczyzny tarczy nie płasko lecz z  elastycznym wypełnienie – z trawy, ścinków skóry, makulatury. Dawało to plastyczność godłu, ale zapewne i wzmacniało odporność tarczy. Podobną technikę umieszczania trawy między drewnem tarczy a skórzaną okleiną można zresztą znaleźć i dużo wcześniej, w niektórych tarczach wikińskich. Wspomnieć należy w tym miejscu tarczę z Tirskom – zarówno tarczy tej zarówno przód jak i tył został obłożony skórą, lecz pomiędzy skórę i deski z przodu tarczy upchnięto sprasowaną trawę, która miała zapewne amortyzować uderzenia. Ślady walki jakie nosi tarcza, sugerują, że była to tarcza zdecydowanie bojowa, a nie stworzona wyłącznie dla celów pogrzebowych.

Heraldyczna zasada,  aby godło wypełniało możliwie pełnie pole tarczy może mieć źródło tylko w estetyce. Ale nie sposób zauważyć, że tarcza z  godłem, wypełnionym amortyzującą uderzenia warstwą,  wypełniającym większą część powierzchni jest bardziej skuteczna i odporna.

Dalszy rozwój tarcz to już raczej wyłącznie tarcze reprezentacyjne, pokrywane skórą, gruntem kredowym, polichromią i złoceniami. Nie miały one już w od . XV większego znaczenia bojowego, a jedynie godną prezentację rycerza w turnieju. Rozwój bojowych szedł dalej swoją drogą, ale już nie znajdując odzwierciedlenia w heraldyce. Osobno rozwijały się typy tarcz piechoty, pawęże, często zdobione heraldycznie, ale jako kształt tarczy w herbach raczej ne przyjęte, i mniejsze, okrągłe, metalowe tarcze często stosowane przez lekką jazdę.

Przytoczone wyżej hipotezy są wysnuwane przez niektórych heraldyków, niemieckich czy angielskich. W Polsce ta problematyka była mało, a może wcale, poruszana. Warto jednak, oglądając stare wizerunki herbów, miniatury w kodeksach czy zabytki archeologiczne zadać sobie pytanie – czy my sami, wykonując tarczę, instynktownie nie stosowalibyśmy podobnych rozwiązań technicznych, a następnie czy nie wykorzystalibyśmy tych technologicznych elementów tak jak to możliwe dla upiększenia swego dzieła?

W referacie wykorzystałem ilustracje i informacje m.in. ze strony internetowej niemieckiego wybitnego heraldyka, dr Bernharda Petera, strony internetowej pana Wojciecha Sławińskiego, polskiego płatnerza i konserwatora zabytkowej broni, oraz z zasobów Wikipedii.

Tomasz Steifer
Gdańsk, 24 kwietnia 2010

Tomasz Steifer: „Polska bibliografia heraldyczno-genealogiczna za lata 1945-1975”, pdf, 22 MB

Publikacje Tomasz Maria Steifer

Tomasz Maria Steifer:
„Bestiariusz heraldyczny”

Jeszcze w XVIII wieku, w „Nowych Atenach”  ks. Benedykta Chmielowskiego, znalazło się miejsce na opisy smoków, bazyliszków czy żyjących rzekomo w Indiach i Etiopii jednorożców. Pokazuje to jak bardzo wyobrażenia na temat tych przedziwnych stworów zakorzenione były w umysłach Europejczyków. Od czasu anonimowego dzieła „Physiologus” z pierwszego tysiąclecia po Chrystusie, w wiedzy zoologicznej białego człowieka fakty mieszały się radośnie z czystą fikcją. Zaś otwarty na świat umysł przeciętnego średniowiecznego człowieka bez oporów przyjmował, że gryfy i smoki są tak samo prawdziwe jak zwykłe zwierzęta hodowlane, choć rzadziej spotykane lub zamieszkujące dalekie kraje. Siłą rzeczy fantastyczne bestie trafiły wkrótce i na herbowe tarcze, gdzie pozostać miały jeszcze na długo po tym, gdy porzuciła je nauka. Sama zaś heraldyka nie pozostała bestiom dłużna…

Najwcześniej pojawiły się prawdopodobnie najpopularniejsze z fantastyczno-heraldycznych stworzeń – gryfy.

Na wstępie warto prześledzić jak smoka wyobrażali sobie ludzie na przestrzeni wieków. Smoki starożytnych nie różniły się zbytnio od zwykłych węży, jakie spotkać można dziś czasem w lesie lub zoo. Pierwsze opisy tych bestii dotyczyły zapewne pytona, samo łacińskie „draco” oznacza tyle, co wąż. W pewnym momencie ludzka fantazja obdarowałą stwora skrzydłami i umiejętnością latania. Już Herodot w swoich „Dziejach” wspomina o „skrzydlatych wężach”, zacytujmy: „kształt zaś węża jest taki jak wężów wodnych. Skrzydeł nie ma on upierzonych, lecz są one prawie takie same jak u nietoperza” (z tłumaczenia pana Seweryna Hammera). Anglik  Peter Gwynn-Jones,  zawodowy heraldyk i wysoki urzędnik królewskiej heroldii Anglii, inspiracji dla uskrzydlenia smoków doszukiwał się w używanych przez dackie plemiona znad Dunaju sztandarach, zwanych przez Rzymian „dracones”. Przypominały one ponoć używane w dzisiejszych czasach wskaźniki wiatru, potocznie zwane „rękawami”. U ujść owych zaczepiali Dakowie rozpalone pochodnie, co wg. angielskiego herolda pobudziło wyobraźnię legionistów do przypisania smokom również zdolności ziania ogniem. Za pośrednictwem Rzymian bestia miała by trafić prosto do świadomości Europejczyków i oczywiście do heraldyki.

Inną rolę jednak potwór odgrywał w herbach rycerstwa angielskiego, a inną w chociażby naszej rodzimej. Smok był m.in. symbolem słynnego Uthera Pendragona, króla Brytanii, i jako taki utożsamiał siłę, wytrzymałość i potęgę. Z umieszczeniem skrzydlatej jaszczurki na sztandarach Uthera związana jest zresztą bardzo ciekawa wersja rzymskiej legendy o ujrzeniu przez Konstantyna na niebie napisu „in hoc signo vinces”.  Czerwony smok pozostał symbolem Walii do dziś, zaś w podobnym charakterze umieszczony jest również w godle Islandii czy herbie Londynu. Równolegle w krajach wschodnich bestia pozostawała personifikacją zła, nieszczęścia i zniszczenia, alegorią Szatana, co przypominało o jej pokrewieństwie z wężem (pod postacią którego to diabeł kusził w raju Ewę). Często spotykanym motywem w prawosławnej ikonografii była scena zabicia smoka przez św. Jerzego, patrona rycerzy. Ten epizod z życia świętego choć stał się bardzo popularny również w krajach obrządku rzymskiego, głównie za sprawą krzyżowców, obecny jest głównie w heraldyce wschodniej. I tak niemal identyczny jeździec pokonujący potwora widoczny jest na godłach Gruzji czy Moskwy. Ten ostatni wywodzi się od znaku carskiego rodu Rurykowiczów, podobnie jak używany przez arystokratyczną rodzinę Czetwertyńskich polski herb Pogoń Ruska. W takich przypadkach rola bestii jest drugoplanowana, służy ona jedynie jako antagonistyczne tło dla bohaterskiego jej pogromcy (zazwyczaj rzekomego założyciela rodu takim godłem się pieczętującego). W podobny sposób do smoków nawiązywać miał też, wg. niektórych polskich heraldyków, również herb Batorych. Umieszczone na jego tarczy kły rzekomo były smoczymi i przypominały o protoplaście rodziny, który zabił potwora.

Mówiac o smokach w kontekście heraldyki nie wolno zapomnieć o wiwernach  Na przestrzeni ostatnich lat z „fachowej” literatury fantastycznej dowiedzieć się można o rozmaitych cechach różniacych owe stwory od zwykłych smoków, takich jak np.liczba kończyn i skorpioni kolec na końcu ogona tych pierwszych. Z naukowego jednak punktu widzenia ważna jest tylko jedna różnica. Otóż geneza podziału sięga XV wieku, kiedy to w herbach zaczynają pojawiać się smoki z dwoma parami łapami. Dopiero wtedy zaczęto rozróżniąć wiwerny (czyli te wcześniejsze, z dwoma kończynami) i zwykłe smoki (z czterema). Tym samym heraldyka odcisnęła swoje piętno na fantastycznych bestiariuszach. Co ciekawe, nie wszędzie wprowadzane zmiany przyjmowały się odrazu, a antyczna, wężowa wersja potwora (zapewne na skutek czytania dzieł klasyków) pojawia się chociażby na herbie włoskiego rodu Sforzów, z którego wywodziła się królowa Bona.

Popularnym w ostatnich stuleciach, spotykanym również w polskich herbarzach (np. Bończa i jego odmiany), magicznym stworzeniem jest jednorożec. Wywodzony zazwyczaj od antylop albo nosorożca, początkowo, na długo przed Chrystusem, utożsamiany był przez ludy indo-europejskie z księżycem, co wiązało się ściśle z kultem lunarnym. Również pogańskich czasów sięga prawdopodobnie przesąd o władzy, jaką rzekomo nad tymi istotami sprawować mogły dziewice, szczególnie nagie. Ten motyw z kolei w jakiś sposób skojarzony został z Maryją i Jezusem, trafiając do świadomości przeciętnego Europejczyka. W heraldyce jednak przez długi czas jednorożec przez długi czas pozostawał rzadkością, głównie z przyczyn religijnych. Bodaj najciekawszym i najbardziej znanym miejscem występowania tego zwięrzęcia jest herb Wielkiej Brytanii. Umieszczony tam jako trzymacz, obok złotego lwa (będącego jednocześnie symbolem Anglii oraz, przy okazji, słońca, czyli przeciwieństwa reprezentowanego przez jednorożca księżyca) symbolizuje współpracę narodów tworzących Zjednoczone Królestwo.

Jednak nie można zapominać o innych klasycznych stworzeniach (i postaciach) mitycznych, których wiele spotkać można w herbach.. Prawdopodobnie najpopularniejszymi i jednocześnie najmniej widowiskowymi są giganci, zwani czasem Herkulesami, o wyglądzie półnagich umięśnionych jegomościów. Wizualnie może niezbyt atrakcyjni dla współczesnego odbiorcy, symbolizowali to, co wiele innych heraldycznych elementów – siłę. Mądrość Chejrona z kolei oznaczał prawdopodobnie centaur z polskiego Hippocentaurusa, którego odmianą pieczętowała się chociażby rodzina Giedroyciów. Dla mnie osobiście, jako warszawiaka, najbardziej intrygująca jest jednak heraldyczna syrenka, zwłaszcza ta z pieczęci miasta stołecznego. Cały bowiem dowcip z tą kwestią związany wynika z istnienia w języku polskim (oraz kilku innych) słowa „syrena” oznaczającego zarówno to co Anglicy nazywają „siren” (czyli kobieta-ptak rodem z „Odysei”) oraz tzw. „mermaid” (kobieta-ryba). I tak dziwna hybryda smoka, ptaka i uzbrojonego mężczyzny pojawiająca się na najstarszych dokumentach, z czasem zastąpiona została czymś zbliżonym homeryckiej syreny, a następnie z  rybią pięknością, jak z filmu Disneya.

                                                                                                                                                                                                                             Warszawa, 2008

Do góry

Publikacje Andrzej Brzezina – Winiarski

Do góry